O mnie

Łukasz Krupa - trusted Advisor

#1

Kim jestem

Jestem iskrą inspiracji. Moim powołaniem jest zapalanie innych

#2

Moja misja

Pomagam liderom przekuć sukces w sens

#3

Moja motywacja

Cały świat u mych stóp.

Przez piętnaście lat budowałem sobie klatkę. Aż w końcu zbudowałem wyjście.

Przez dekadę byłem człowiekiem świata korporacyjnego, Nokia. Allegro. Viessmann. Trzy biurka, trzy zestawy zasad. Uczyłem się szybko, pracowałem dużo, byłem widziany. W środku — stopniowo znikałem.

Zaczynałem jak większość: z ambicją, energią i poczuciem że praca to miejsce gdzie można zbudować coś ważnego. I przez pierwsze lata tak właśnie było – każdy awans był dowodem że idę we właściwym kierunku, każda premia potwierdzeniem że gra jest warta świeczki. Ale gdzieś po drodze zaczęło się coś subtelnego. Decyzje które podejmowałem przestały być moje – były odpowiedzią na system: na oczekiwania szefa, na logikę KPI, na presję bycia dostępnym zawsze i dla wszystkich. W weekendy wyłączałem głowę czym się dało. Nazywałem to zasłużonym odpoczynkiem.

Kulminacja przyszła w Viessmannie. Piątek, 16:49. Stałem w kolejce przy czytniku kart razem z kilkunastoma innymi osobami w płaszczach, z torbami, czekającymi na 17:00 żeby oficjalnie móc wyjść z biura. Patrzyłem na tę kolejkę i myślałem: czy o to mi chodzi? Czy to jest życie które chciałem zbudować?

Odpowiedź była oczywista. Ale oczywistość nie wystarczy — trzeba jeszcze mieć odwagę żeby z nią coś zrobić.

„… bo klatka zaczyna wyglądać jak dom, gdy siedzisz w niej wystarczająco długo.”


W 2015 roku wyszedłem na swoje. Kontrakt w Anglii, transformacja Agile w Avivie, stawka której wcześniej nie znałem. Myślałem że opuszczam wyścig szczurów. Wskoczyłem na szybszy tor. Klimatyzowane biuro bez słońca, garnitur codziennie, sztuczne uśmiechy na spotkaniach. Tyle że teraz za znacznie więcej pieniędzy. W rok zrobiłem ponad dziewięćdziesiąt lotów między Londynem a Wrocławiem — bo w tygodniu zarabiałem, a w weekendy uciekałem do siebie. Sam fakt, że to liczyłem, mówi wszystko.

Po powrocie do Polski wszystko przyspieszyło. Drugie małżeństwo, druga córka, większy biznes, więcej klientów, fundacja, więcej pracy, więcej odpowiedzialności. Postawiłem sobie cel: do czterdziestki — wolność finansowa. Poziom 1. Aktywa generujące przychody pasywne pokrywające koszty życia w Polsce. Data wpisana w kalendarz. W 2021 roku policzyłem. Liczby się zgadzały. Cel osiągnięty.

Czekałem na euforię. Poczułem pustkę.

Kilka tygodni później, nad Odrą, jesienią, bez słuchawek — po raz pierwszy od lat byłem sam ze swoimi myślami. I usłyszałem jedno zdanie, które od tamtej pory nie dało mi spokoju:

Nie żyję swoim własnym życiem. 

 

Nie jako zarzut. Jako diagnoza. Sucha i precyzyjna. Czterdzieści lat. Dwie kariery, własna firma, dzieci, majątek, fundacja — i to zdanie, które szło ze mną wzdłuż rzeki i nie chciało odejść. Mogłem je zagłuszyć. Miałem w tym doświadczenie. Tym razem usiadłem z nim na ławce i pozwoliłem mu być.

To był początek wszystkiego.

W tym samym roku na czterdzieste urodziny poleciałem do Tanzanii, z pytaniem które miałem cały czas z tyłu głowy – Jak odzyskać radość życia?  

Na początek 3 dniowe safari na rozległej sawannie, bez zasięgu, bez maili, w otoczeniu tylko tego co stworzyła natura. Podczas porannego game drive, zobaczyłem wielkiego lwa  leżącego dwadzieścia metrów od jeepa. Nieruchomy, spokojny, zupełnie nieobecny w tym sensie że nie musiał nikomu nic udowadniać. Był. Po prostu był – z całą siłą i całym spokojem. Patrzyłem na niego długo. I pomyślałem: ten lew wie kim jest. Ja – z dyplomami 3 uczelni, certyfikatami, majątkiem potwierdzonym w arkuszu – nie umiałem odpowiedzieć na najprostsze pytanie ze wszystkich. Kim jestem? Naprawdę, nie na LinkedIn. 

Odpowiedź przyszła w innej części świata, w Amsterdamie, na warsztatach rozwojowych z Life Purpose, gdzie podczas głębokiej medytacji  pojawiły się dwa zdania. Nie jako myśl, tylko jako pewność.

Jestem iskrą inspiracji. Moim powołaniem jest zapalanie innych. 

 

Nie wiedziałem wtedy co z tym zrobić. Schowałem to głęboko i wróciłem do działania. Ale te zdania czekały – cierpliwie, bez presji – aż będę gotowy je usłyszeć ponownie i poczuć.

Przez kolejne miesiące, przez pamiętnik, medytację, uważne życie i podróże, nie tylko poczułem to kim jestem, ale także po co ja to wszystko robię. 

Dziś jestem na 2 poziomie wolności finansowej. Pracuję kiedy chcę, jak chcę, z kim chcę i kiedy chcę. Angażuję się w projekty, które mają SENS. Buduję relacje oparte na prawdzie, a nie wygodzie. Podróżuję, bo podróże uczą mnie za każdym razem że świat jest piękniejszy niż klatka, w której siedziałem. I robię jedną rzecz, którą kiedyś odłożyłem na później: piszę już nie tylko dla siebie. Złota Klatka to moja historia – i narzędzia, które wyprowadziły mnie z niej. Nie poradnik. Nie lista kroków. Prawdziwa opowieść o tym, jak wygląda życie gdy masz wszystko czego się od Ciebie oczekuje – i jak wygląda to życie gdy przekujesz SUKCES w SENS.

Jeśli czytasz to i rozpoznajesz siebie — choćby w jednym zdaniu — to znaczy że twoja droga już się zaczęła.

Możesz przejść ją sam. Albo z kimś, kto był tam przed tobą.

Jestem tutaj.

Łukasz Krupa – Trusted Transformation Advisor, iskra inspiracji

Opowiedz mi swoją historię

Jeśli nasze drogi się przecięły, to nie może być przypadek.